Facebook Youtube Flaker Blip Twitter RSS
Komunikat Otwarty
Leszek MillerMarcin PopowskiPiotr IkonowiczAndrzej CelinskiMarek BorowskiPawel Piskorski

Refleksje Dekadenckie – u schyłku wakacji

  1. Mito- twórczość po polsku, czyli zbiorowa psychoza fałszywych wspomnień, w skrócie : powinniśmy zmienić nazwę kraju: Polska na logotyp: Mitolandia

Zbigniew Załuski napisał kiedyś interesujące studium: „Siedem polskich grzechów głównych”. Myślę, że warto aby jakiś historyk wziął się za napisanie dalszej części pod tytułem: „12 Mitów polskich”.

/Po krótkim zastanowieniu, nie sądzę aby polski historyk mógł cokolwiek sensownego napisać, raczej publicysta, raczej politolog, ponieważ zauważyłem, że środowisko polskich historyków, raczej przypomina hermetycznie zamkniętą grupę mniej lub bardziej nawiedzonych histeryków – zarażonych jakimś dziwnym rodzajem umysłowego prawicowego wirusa – który zmusza ich do tropienia i piętnowania komunizmu od czasów neandertalczyka. Czytając czasem opracowania polskich historyków czyli „prawicowych histeryków” – mam wrażenie, że „dobroczyńca” Hitler, jest godny potępienia tylko z jednego powodu: nie udało mu się wybić wszystkich komunistów ani stworzyć „żelaznej zapory” przed sowiecką Rosją. Bo przecież Słowianie – są naszym największym „wrogiem krwi” – a nie odmienni Germanie czy inne nacje. To pewnie dlatego popieraliśmy zbrojnie (razem z Amerykanami) mafię muzułmańsko- albańską – zamiast naszych braci i siostry – Serbów. Tak jakbyśmy mieli wszczepiony tajny kod – by nienawidzić głównie tych – którzy najbardziej – do nas podobni. Hmm….może to dlatego, że nienawidzimy najbardziej – samych siebie? Powinno powstać jakieś uniwersyteckie studium badania „polskiej umysłowości prawicowego histeryka” – jako światowego ewenementu mentalności.

Nie wiem może się mylę, ale mam wrażenie, że kasta lewicowych historyków dołączyła do dinozaurów, a może szkoda, bo obecny monolit histeryczny, bardziej wspiera chorą i upośledzoną mito- legendo- twórczość, upstrzoną lasem krzyży, log, symboli i mesjanistyczno- propagandowych haseł, podobnie jak małe dziecko – nie mogąc poradzić sobie intelektualnie z trudną do pojęcia rzeczywistością, zaklina ją w zamkniętym świecie bajek i baśni – o prostej jak cep – interpretacji.

Tyle tylko, że to dziecko ma sumiaste szare wąsy Śniadka, jakby miały być kompensacją braku szarych komórek, starcze „oczy nienawiści” Kaczyńskiego i tępe lico opóźnionego intelektualnie choć pragnącego być prymusem- Ziobry – o ambicjach „młodego czekisty z Katynia”.

A oto kilka tyleż stęchłych co i nabzdyczonych narodowych mitów polskich, mających tyle wspólnego z rzeczywistością, co kupa szczęścia z kupą gnoju (choć pławienie się w gównie – to dla wielu – szczyt rozkoszy i ekstazy):

Mit Solidarności jako ruchu narodowo- wyzwoleńczego

  • był to związek zawodowy, a nie żaden ruch obywatelski, który wiele zapoczątkował, to prawda, ale bardziej z przypadku niż w wyniku dążeń niepodległościowych. Robotnicy, (w 85 procentach) dość prości zresztą, potem rolnicy – nie chcieli wcale żadnej zmiany ustroju, nikt na Boga o tym nie mówił ani nie dyskutował (też i dlatego, że wydawało się to wtedy nieprawdopodobne). Żaden postulat związkowy nie dotyczył tego tematu, chodziło między innymi o wolny, czyli niezależny od partii, związek zawodowy
  • O co głównie im wszystkim chodziło ? O odzyskanie godności ? O demokrację ? O wolność ?
  • Tak – garstce przywódców – pewnie tak, ale w znakomitej większości – O BYT, o poprawę warunków bytowych i … nic więcej, czyli o kiełbasę, o szynkę i kaszankę do piwa przed trzynastą.
  • Co się działo z licznymi darami z Europy i Stanów ? – To wstydliwy temat, który zszedł w głęboki cień rzekomej walki narodowo- wyzwoleńczej.
  • A teraz ? Spójrzmy uważnie, kim jest ten „intelektualista” – jakiś wąsaty Śniadek, przy każdej wypowiedzi niczym transwestyta „wchodzący w cztery litery” Wielkiemu Bratu- ? Kim są te prymitywy, które pomyliły zadymę kiboli z imprezą świętowania wolności ?
  • Oglądałem niedawno Święto Niepodległości w Nowym Jorku, pełne szaleństwa radości, dumy i szczęścia, widziałem chińczyków z China Town z poczuciem dumy wywieszających flagę amerykańską. W porównaniu z nimi żałosny polski spektakl małostkowych kłótni – wygląda dość karykaturalnie i umysłowo i marketingowo – też. No cóż, jaki kraj takie badziewie.

Mit Nowego Dobrotliwego Krasnala Wawelskiego w polskim mauzoleum.

*    szkoda komentować.

    • Może tylko niech pan Migalski napisze drugą część „Listu Otwartego do Prezesa”, gdzie będzie wezwanie do przeprosin i prośba Prezesa o przebaczenie: przebaczenie za śmierć brata, za śmierć niewinnych ludzi, za pychę, za bałwochwalstwo własne, za małostkowe wiecznie niezaspokojone chore ambicje, za bezwzględność i bestialstwo w perfidnym wykorzystywaniu wizerunku zmarłych i wiele innych przewinień o których pewnie lepiej nie wiedzieć.

Mit Świętego Papieża Polaka

    • Ciekawe czy w Polsce ktokolwiek się odważy napisać o kłopotach „z drogą ku świętości” Wielkiego (skądinąd) Polaka, tak jak i o wielce kłopotliwym dla Watykanu Kulcie Matki Boga – czyli Maryjnej Herezji – będącej bardziej nawet specyfiką polską niż Ameryki Łacińskiej.
    • Nie sądzę …

Mit Polskiego Antykomunizmu

    • Ostatnio słowo „komunizm” odmieniano we wszelkich możliwych przypadkach setki razy, podczas gdy warto zwrócić uwagę na jeden może mało istotny, ale ciekawy drobiazg: otóż w Polsce aż kłębi się od Antykomunistów, szczególnie urodzonych po 1989 roku, podczas gdy w Polsce nigdy nie było ani komunizmu, ani tym bardziej – komunistów. To co określano jako ustrój społeczny to była pewna nieudana wersja – Realizmu Socjalistycznego, ale nie ważne…

Mit Tragedii Smoleńskiej

  • nie warto chyba komentować…

Mit Obrony Krzyża

  • tym bardziej …

Niezależnie mamy wiele upiornych mitów dawnych, hołubionych niczym wędrowne Święte Obrazy na szlakach polskich wsi:

Mit Upiornej Masowej Zbrodni na mieszkańcach Warszawy zwanej Powstaniem Warszawskim

  • Ciekawe, czy i kto kiedyś przeprosi za śmierć ok. 200 tysięcy obywateli nie licząc szkód materialnych.

Mit Tolerancyjnego Otwartego Państwa

  • Szczególnie w aspekcie ukrywanych do dziś pogromów żydowskich, przyzwolenia przez polaków na holokaust, brak wsparcia dla Powstania w Getcie, i wiele wiele innych przykładów różnego traktowania mniejszości – w szczególności – ukraińskiej.
  • Co na to Wielki Profesor Tazbir, będący autorem sentencji „ Polska – to kraj bez stosów”, może bez stosów, ale pełen szubienic, pełen krzywd i pełen hipokryzji i nienawiści do obcych – od zawsze.

Mit Wiecznie Pokrzywdzonego Wybrańca Narodów – Polski – Chrystusa Narodów

  • Jakoś dziwnym trafem, nikt na świecie jeszcze tego Nowego Chrystusa za Mesjasza ani Zbawiciela nie uznał, a Bóg – nieuznany, czyli bez wizerunku to brak Boga- to tylko uzurpacja i ….. nic więcej.

Pewnie jest znacznie więcej takich mitów, proszę o uwagi, jeśli jakiś przeoczyłem.

2.   Sytuacja w Infinity:

Po pierwsze, i po drugie : mam się – świetnie.

Wieszczono mi wiele nieszczęść, takich jak pójście do kryminału, za rzekomy „przekręt stulecia”, takich jak „samobójstwo biznesowe”, (w wydawałoby się renomowanym – Forbes’ie) czy czarne proroctwa mojego ulubionego redaktora Jedlińskiego z Pulsu Biznesu, (któremu winien jestem wdzięczność i przyjaźń za zwiększenie rozpoznawalności projektu – bo przecież to najważniejsze).

No cóż, prawda o mojej sytuacji biznesowej jest dość trywialna: nie mam na razie żadnych profitów (i nie miałem) z Infinity, ale coraz bardziej popularny Komunikatu Otwarty i Relacyjny bije wszelkie rekordy zainteresowania i licznych zastosowań. A o licznych moich przedsięwzięciach finansowych, nauczony polskim doświadczeniem nie będę się na razie rozpisywać.

Tak jak pisałem, wszelkie moje informacje o akcjach, czy o zamiarze czy braku zamiaru ich sprzedawania były PRAWDZIWE, ale nie chce mi się już dziś niczego udowadniać – wystarczy przestudiować sobie daty komunikatów.

W normalnym świecie jest tak, że wszelkie innowacyjne czy kreatywne przedsięwzięcia uzyskują natychmiastowe wsparcie i biznesowe i publicystyczne, ale nie żyję w normalnym kraju, więc szkoda czasu na komentarze.

W normalnym świecie jeśli nawet coś nie udaje się natychmiast od pierwszego dnia, czy pierwszych chwil, czy od pierwszej firmy – to wierząc w projekt – opłaca się pozostać kreatywnym, bo właśnie kreatywność jest wspierana i promowana przez rynek, czy tzw. komentatorów medialnych.

U nas najspokojniej i najlepiej – nic nie robić, najlepiej siedzieć nad klawiaturą z łbem, pełnym frustrująco narastających kompleksów i pisać anonimowe fekalia – ku chwilowej rozkoszy – „dokładania znienawidzonym”.

Bardzo jestem wdzięczny losowi, za zmasowany i całkiem nieźle PR-owo przygotowany atak na mój wizerunek, na mnie samego – dużo się nauczyłem i tym większą uzyskałem i motywację i energię do zaprojektowania – znacznie większych przedsięwzięć.

Większości z nich nie będę realizować w Polsce, a tym bardziej nie będę ich tutaj przedwcześnie zapowiadać.

Jeśli chodzi o Infinity, to cóż …

Obwieszczony został komunikat o przyjęciu zupełnie innego kursu, zorientowanego na jak najszybsze uzyskanie doraźnych korzyści – za pomocą nowej koncepcji – „Strefy Korzyści” która na razie niczego konkretnego, oprócz kilku ogólników – nie wyjaśnia.

Niestety moi wspólnicy nie mieli dość odwagi, by samodzielnie mi zakomunikować o zmianie wszelkich priorytetów, nie mieli dość odwagi by poinformować mnie o braku miejsca dla mnie i w spółce i w jakichkolwiek przyszłych przedsięwzięciach – wyręczyli się osobą nowego prezesa.

Nie zostały również przyjęte bardzo konkretne możliwości – pozyskania regularnych i znaczących wpływów od października tego roku. No cóż, mam na szczęście pomysł jak je zupełnie inaczej w czymś nowym – wykorzystać.

Ale to już zupełnie inny temat, mógłbym pewnie wiele o tym pisać, ale nie bardzo mam prawo, ponieważ … nie jestem bez winy.

Nikt mnie nie zmuszał do naiwności, ani tym bardziej do tego, by przyjąć mniejszościowy pakiet akcji. No cóż, mam nauczkę, żeby nie rozpoczynać żadnych biznesów bez przynajmniej 51 procent i głosów i udziałów.

Błędem – moim błędem, było nadmierne skupianie się na wizji, zamiast na sprawach formalno- prawnych tak jak i na koncepcji – błyskawicznego pozyskiwania kapitału na podstawie najpierw jednego, potem kilku – dobrze zdefiniowanych konkretnych produktów – nie byłoby wtedy podstaw do filozoficznych i dość pustych dywagacji, czy wizja się w Polsce przyjmie czy nie.

Na razie przyjąłem postawę – wyczekującą, ponieważ mam dość pokory w sobie, by przyjąć do wiadomości, że być może istotnie projekt SolarisGate – nie potrzebuje ani żadnej odległej wizji ani tym bardziej „Tymochowicza wraz z jego kłopotliwym pewnie bagażem kontrowersji”, tym bardziej że „już swoje zrobił”.

Tak czy owak, nie moje emocje się tu liczą.

Chłodno oceniając, bardzo bym pragnął aby Infinity zdobyła jak największy sukces w Polsce i mam nadzieję że tak właśnie się stanie, choć nie potrafię powiedzieć czy zgadzam się ze szczegółową koncepcją nowego prezesa czy nie, ponieważ zwyczajnie jej nie znam.

/Poinformowano mnie o swoistej blokadzie informacyjnej, zgodnie z zasadą równego dostępu do informacji, tym bardziej, że nie jestem ani członkiem zarządu ani członkiem Rady Nadzorczej/.

Formalnie więc – wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku.

W rozwój i plan projektu – włożyłem natomiast zbyt dużo czasu, energii i zobowiązań, by beznamiętnie i bezczynnie czy biernie się wszystkiemu z oddali – przyglądać.

Paradoksalnie zatem, Infinity zyskała nowego krytyczno- konstruktywnego obserwatora, któremu w równym stopniu jak i pewnie zarządowi – zależy na powodzeniu firmy.

Nowy prezes – wydaje się bardzo trzeźwo myślącym człowiekiem, miał wiele wymiernych sukcesów na rynku – to nie budzi żadnych wątpliwości, więc naprawdę nadzieja na sukces – jest jak najbardziej – uprawniona. Miałem okazję zamienić z nim kilka zdań i mogę powiedzieć, że wzbudził duże zaufanie mimo że postanowił odrzucić moje koncepcje i mój punkt widzenia.

Także personalnie, Nowemu Prezesowi – życzę wielu sukcesów – po,… nie oszukujmy się – wcale nie łatwym starcie firmy, zaakceptowania nowej koncepcji przez akcjonariuszy i tego by we wszelkich umowach- zabezpieczył swoje interesy – lepiej niż pełen pokory – poprzedni prezes.

Dla moich wiernych i niewiernych czytelników – będę miał już wkrótce (na początku października) kilka – mam nadzieję – interesujących i może nawet bardziej niż SolarisGate innowacyjnych propozycji, ale ogłoszę je po wstępnym sukcesie, już nigdy przed……

Tak czy owak idea i wizja SolarisGate – będzie kontynuowana – do skutku, a czy poza Infinity – czas pokaże.

Pozdrawiam Wszystkich




Podziel się tym wpisem z innymi:

insert title insert title insert title insert title insert title insert title insert title


Dwie Prostopadłe Deski

Nie wiem czy jest jeszcze w Polsce jakiś publicysta, jakiś polityk, czy celebryta który nie zabrał głosu w sprawie „Prezydenckiego Krzyża“.

To – nie tyle temat zastępczy, (ponieważ nie jest sztucznie przez nikogo lansowany), co raczej temat który dość spontanicznie wbudza naturalne – zarówno jednostkowe jak i zbiorowe emocje. Podobnie jak rozkawałkowane przez tramwaj ciało przygodnego przechodnia – świeżo po wypadku, natychmiast – staje się oblepione jak plaster purpurowego miodu – przez tłum ciekawskiej tłuszczy, przerażonej owym widokiem i jednocześnie rozradowanej konstatacją, że „dobrze że nie mi się to przytrafiło“ .

Nic tak przecież nie koi cierpienia czy beznadzieji „bólu egzystencji“

jak nieszczęścia innych.

Politycy różnej maści – raczej się zręcznie ub niezręcznie „podpinają“ do swoich elektoratów żelaznych i potencjalnych, niż cokolwiek kreują. To także silna potrzeba – zdefiniowania swojej przynależności do tego czy innego stada. To również potrzeba (swoisty imperatyw wewnętrzny) by zademonstrować publicznie swój stan umysłu (patrz: nawiedzona pobożna facjata modlącego się Cejrowskiego – wystawiona wraz z jakimiś śmiesznymi koralikami – na widok publiczny). Bezcenne.

Dziś nie mieć swojego zdania w sprawie „Krzyża“ – to być zawieszonym w próżni (i próżniactwie umysłowym jednocześnie), to być nie-do-określonym obywatelem wspólnoty, czyli samotnym, opuszczonym – outsiderem.

Nie mieć zdania-  to być mentalnym bezpaństwowcem w tyglu kipiących obywatelsko- narodowych emocji.

Chciałoby się rzec najprościej i najlogiczniej jak tylko można:

„Ludzie: To przecież kurwa, zwykłe – dwie prostopadle złożone deski są – i (niczym Lucky Stricke) – Nic więcej“.

Nie mam zdania w sprawie Desek.

Ani nie będę ich bronić, nie-wiadomo-przed-czym, ani mi nie przeszkadzają, w sumie dlaczego miałyby ? Lubię drewno, zarówno świeże jak i obrobione.

Kur.. (teraz się zdenerwowałem)  – a może to ja jestem chory i upośledzony mentalnie, narodowo, obywatelsko ?

Tęskno mi do tych, którzy deski za deski mają,

bez upstrzonych światłem – symboli *

Tęskno mi do tych, którzy bez łaski – trwają

bez krasnali, świętych i wszelkich troli

* powinno być : upszczonych – noologizm, od szczyny (ale ok, zmieniłem, bo może zbyt mocne)




Podziel się tym wpisem z innymi:

insert title insert title insert title insert title insert title insert title insert title


Podsumowanie „na gorąco“ / 29.07.2010 23:33

No cóż, w kwestii Infinity – cały cykl Wielkich Niespodzianek – w bardzo pozytywnym oczywiście sensie, jeszcze przed nami. Niezmiennie wierzę w sukces samego pomysłu, jak też i niezależnie Spółki. To nieprawda, że skupialiśmy się wyłącznie na futurystycznych wizjach, choć nie ukrywam – osobiście jestem do nich bardzo przywiązany.

Niebawem będzie też jasne, dlaczego.

Szkoda, że opinie skrajnie negatywne – były pisane anonimowo, ponieważ chętnie bym kiedyś (jeszcze w tym roku) spojrzał w oczy tym wszystkim, którzy „wylewali na mnie pomyje“, ale może też i szkoda czasu, może warto skupić się na sprawach konstruktywnych. /To, że mówiłem i pisałem od samego początku prawdę – można było łatwo udowodnić. Wystarczyło wnikliwie przeczytać raporty i poszczególne informacje niezależnie od tego gdzie i w jakiej formie były podawane/.

Na dalsze komentowanie „wypocin“ nijakiego Jedlińskiego z tabloidu biznesowego, szkoda przede wszytkim energii. Ale też (może paradoksalnie) jestem mu wdzięczny. Jestem wdzięczny za Radykalne Zwiększenie Rozpoznawalności samej Spółki oraz niezależnie samego Pomysłu. To piękne w PR, że chcąc czasem zbyt mocno komuś przyłożyć, popadamy w klasyczną pułapkę „przedobrzenia“ – co prowadzi do efektu przeciwskuteczności. Najzabawniejsze może jest to, że zrobił to dla nas – całkowicie za darmo. :) . Może whisky wieczorem ?

To oczywiście nie oznacza, że działając w dobrej wierze i dla dobra Spółki, nie popełniliśmy jakiś nieścisłości. Sam nie byłem w wielu sprawach biegły i cały czas się uczę – i w żaden sposób się tego nie wstydzę. Uważam, że rzeczą ludzką jest popełniać jakieś błędy – zbrodnią jest nie wyciągać z nich wniosków, czy popełniać je ponownie.

Wierzę też, że to wszystko, co zaprezentuje nowy zarząd Spółki Infinity, będzie przekonujące dla największych nawet malkontentów.

Tak na marginesie, przy okazji „gorącej atmosfery“ wokół Infinity i tym samym wokół mojej skromnej osoby, (co już odczytuję jako przeszłość) znalazł się ktoś, kto zapragnął wszelkimi środkami na tym skorzystać i na drodze pomówień, zniesławień i produkowania najbardziej wulgarnych tekstów – załatwić swoje prywatne sprawy. Nie udało się dotychczas ani na drodze prawnej ani medialnej, to spróbował sobie – inaczej-  łamiąc prawo. Na szczęście nie ma szans być całkowicie bezkarnym w szczególności w internecie, nie ma możliwości – nie pozostawienia określonych śladów.

Chciałem przy tej okazji z całego serca podziękować tym wszystkim, którzy mnie wspierali i w bardzo rzeczowy sposób pomogli . Wiele spraw można było dzięki nim odkryć i niezależnie zdobyć stosowne dowody. Może jednak przede wszystkim pragnę podziękować tym, którzy nie przestali we mnie wierzyć. :)




Podziel się tym wpisem z innymi:

insert title insert title insert title insert title insert title insert title insert title


Komentarz do KALENDARZA i początku Drugiego tysiąclecia / 28.07.2010 21.03

1. Kalendarz Gwiezdny – konsekwentnie stosowany w opisie „Wspomnienie…“pochodzi od kalendarza stosowanego w sadze „Star Trek“, nie jest moim samodzielnym wymysłem (gwoli praw autorskich).

2.  Wspomnienie dotyczy początku DRUGIEGO tysiąclecia – tak właśnie: DRUGIEGO a nie Trzeciego mimo, że opisuję „archaiczny“ rok 2010 i kilka lat po nim. Niestety zabieg ten – zastosowałem świadomie, (chociaż wyjaśnienie planowałem w późniejszych odcinkach) dlatego muszę zmartwić wszystkich tych, którzy doszukiwali się tutaj błędu czysto matematycznego.

Rok 1000 (a dokładniej 966 rok – 14. kwietnia 966 r to Chrzest Polski, czyli w przybliżeniu rok 1000) to początek w istocie Pierwszego Tysiąclecia – a nie Drugiego z tego prostego powodu, że przez całe lata późniejsze skutecznie „wymazywano“ nam z pamięci zbiorowej całą tysiącletnią (a może i dłuższą) historię Polski. To właśnie „zasługa“ Kościoła, że początek historii Polski datuje się w powszechnej świadomości od daty 966, czyli w uproszczeniu matematycznie rok 1000 jest początkiem drugiego tysiąclecia, a faktycznie początkiem tysiąclecia – pierwszego.

Ponieważ opis zdarzeń oraz punkt odniesienia „symulacji“ (podane współrzędne geograficzne) będzie dotyczyć, „dziwnego, dzikiego“ kraju jakim jest (była) Polska – dlatego 2010 to w rzeczywistości (dla Polski) fizyczny początek tysiąclecia drugiego – a nie trzeciego.

Takich innowacji interpretacyjnych będzie więcej

J))))))))))))))))))




Podziel się tym wpisem z innymi:

insert title insert title insert title insert title insert title insert title insert title


:))))))))))))))))))))))))) / 24.07.2010

:) )))))))))))))))))))))))))




Podziel się tym wpisem z innymi:

insert title insert title insert title insert title insert title insert title insert title